środa, 19 grudnia 2012

"Róża" obejrzałem z ciekawości ...

Ostatnio miałem okazję obejrzeć polski dramat Wojciecha Smarzowskiego "Róża". O filmie słyszałem wiele w okresie przedpremierowym i po premierze. Zerkałem na recenzje. Interesował mnie ten film z dwóch powodów. Jednym z nich jest ten, że jestem mieszkańcem Warmii, miejsca w którym osadzone są realia filmu i słyszałem szczątkowe opowieści rdzennych Warmiaków o tych trudnych czasach powojennych oraz maiłem okazję odrobinę usłyszeć o tym jak ciężko było dla niemieckiej ludności cywilnej. Drugim powodem było to, że miałem czysto przypadkowo okazję przypatrywać się jednemu dniu zdjęciowemu (sceny kręcone zimą w gospodarstwie).

Nie wiem co bardziej zachęcało mnie do obejrzenia czy historia, czy może ciekawość konfrontacji wspomnień z planu i tego jak to się pojawiło w filmie. Pierwotnie chyba ten drugi powód przeważał.

Historia filmowa dość szybko mnie wciągnęła i zacząłem chłonąć przedstawiane losy bohaterów. Rzeczywistość pokazaną w filmie mogę określić jednym stwierdzeniem - koszmar, w którym ludzie próbowali, żyć godnie i normalnie. Do dziś obraz filmowy przeplata mi się ze słowami Warmiaków, którzy opowiadali mi o czasach swojej młodości oraz słowami Niemki, która przeżyła "wyzwalanie" ziem przez armię czerwoną.
To co wzmocniło wyraz filmu Wojciecha Smarzowskiego to jest dość minimalistyczna scenografia i wg mnie sposób prowadzenie kamery. Dzięki temu minimalizmowi i dość "szaremu" przedstawieniu tematu, osiągnięto znakomite środowisko do przedstawienia tak naturalistycznie i poruszająco, dość powszechnego, problemu czasów powojennych.
Dopiero później przypomniała mi się ta zimowa sobota podczas której miałem okazję widzieć jak powstawały sceny tak ciekawego i wartościowego filmu.

Polecam obejrzenie filmu, daje on pewien ogląd tego jak wyglądało życie w nowej "wolnej" Polsce. Uwaga, film osiada dość mocno w głowie na długą chwilę.

niedziela, 2 grudnia 2012

Dlaczego ludzie blogują?

To pytanie stawiam sobie od momentu założenia tego miejsca. Zaraz potem zaczynam się zastanawiać dlaczego ja założyłem bloga i do czego jest mi potrzebny.

Nie wiem jakie przesłanki kierują innymi. Może jest to przejaw pewnego rodzaju duchowego ekshibicjonizmu, może jest to pewna auto terapia, może chęć tworzenia pewnego dziennika myśli ... nie wiem i szczerze mówiąc  mało mnie to obchodzi.
Ja lubię podglądać blogi innych. Mam kilka miejsc, do których systematycznie zaglądam. Dlaczego? Zaczęło się banalnie od poszukiwania informacji na różne tematy, które mnie goniły w danej chwili. Jedne czytałem od początku inne od pewnych momentów. Z czasem zacząłem się łapać, że blog odjeżdżał na inny temat, którym się zainteresowałem. Zacząłem być ciekawy dalszych losów, przemyśleń, historii etc.

Ja potraktuję ten mój kącik jako miejsce, w którym będę umieszczał moje wątpliwości, spostrzeżenia, złości dotyczące tego czym żyję. Może ktoś będzie chciał o nich ze mną podyskutować, może je wyprostować a może po prostu "poklepać po ramieniu" bo zobaczy, że jest na świecie ktoś podobnie myślący do niego. To na razie jest jedyny powód, dla którego rozpoczynam częstsze wizyty w moim skrawku wirtualnego świata.